czwartek, 19 maja 2011

Gnocchi w sosie z tuńczykiem

Taki ze mnie pomieszany twór żywieniowy. Właściwie nie mogłabym być ani całkowitym mięsożercą, ani wegetarianką. Pomińmy już fakt, że interesują mnie głównie owoce i czekolada ;). Ale nie mogłabym ani zrezygnować całkowicie z kurczaka i ryb, ani kalafiora czy marchewki pominąć. Są tacy, którzy twierdzą, że pewne upodobania żywieniowe zależą od grupy krwi. Kiedy czytam opisy mojej i wskazanych dla niej składników, nie wierzę.
Wiele się mówi i pisze o diecie Dukana, wiele czytam niepochlebnych opinii o jej wpływie na zdrowie, o złym zbilansowaniu składników, o ogólnej szkodliwości. Niestety narosło też wokół niej wiele mitów, tworzonych zwłaszcza przez tych, którzy o diecie Dukana potrafią powiedzieć góra jedno zdanie. Nawet jeden wyraz by wystarczył: "białko".
Nikogo nie próbuję przekonać, że ta dieta jest idealna, zdrowa, że każdy może i powinien ją stosować. Wręcz przeciwnie, zwracam uwagę na dobre i złe strony. Mogę pisać wyłącznie z własnego doświadczenia i mówić o swoim zdrowiu, które na niej nie ucierpiało. Zapewne pojawiłby się tu argument niektórych, że czasem skutki widać po latach, ale jak będzie - nie wiem. Wiem tylko, że dla mnie ta dieta jest dobra. Mam zdrowe nerki, skończyły się moje problemy trawienne, mam energię i siłę, smakuje mi to, co jem. I uwierzcie mi, że dotąd byłam całkowicie antydietowa.
Plusy są takie, że dieta poprzez redukowanie pewnych składników i powolne ich dołączanie na nowo uświadomiła mi, jak wiele błędów w odżywianiu popełniałam. Jadłam, ale się nie odżywiałam. I jeśli nawet nie wyniosę niczego więcej, to na pewno pozostanie mi świadomość, co mi pomaga, a co szkodzi. Zaczęłam myśleć, planować jadłospis. Polubiłam składniki, które wcześniej jakoś były mi obojętne, rzeczy, które mi nie smakowały (a które mają znaczenie).
Nie jest to pean na cześć diety Dukana. Ot, garść przemyśleń, być może powodowana szalonym tygodniem i pracą kilkanaście godzin na dobę. Dziś superszybkie danie, idealne także na wynos (np. do pracy), pomysł na skrobiowy posiłek w 3. fazie diety.

Gnocchi w sosie z tuńczykiem
  • porcja gotowych gnocchi (ok. 150 - 200 g)
  • 3 - 4 łyżki płynnego przecieru pomidorowego bez cukru
  • 2 łyżki tuńczyka w sosie własnym z puszki
  • 2 łyżki serka homogenizowanego 3%
  • sól
  • bazylia lub oregano

Gnocchi przygotowujemy wg przepisu na opakowaniu, ale nie gotujemy na bardzo miękko. W osobnym naczyniu mieszamy przecier, serek, tuńczyka, doprawiamy solą i oregano. Na rozgrzanej patelni łączymy gnocchi i sos, chwilę podgrzewamy i podajemy. 


5 komentarze:

  1. Turlaczku, to chyba jestem podobnym tworem:)
    A gnocchi wyśmienite - pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Suoer danie, ale mam pytanie: czy traktujesz Gnocchi jako składnik skrobiowy (nie ma go na liście) czy jako królewską ucztę?

    OdpowiedzUsuń
  3. Doroto, wielu rzeczy nie ma na liście, klusek śląskich też nie :) jedne i drugie są z ziemniakami i mąką, więc w ograniczonej ilości mogą być daniem skrobiowym.

    Anno-Mario, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. przepysznie! dawno nie jadłam takich kluch :)

    OdpowiedzUsuń